Naszość (2023) - film dokumentalny PL 1080p premium. 09:49. LATA 80-te LATA 90-te w pigułce. (od 80 groszy za dzień) Oglądaj gdzie chcesz. CDA. Relacje
zapomniane filmy akcji lat 80. Pochodzi z Elbląga. Uwielbia zarówno kino nieme, jak i współczesne blockbustery oparte na komiksach.
Czy rozpoznasz filmowe klasyki lat 80. po jednym kadrze? [QUIZ] Karol Kania. 6 lutego 2022, 07:00. FACEBOOK. KOPIUJ LINK. Filmy polskie oraz zagraniczne, wszystkie z lat 80. Właśnie o nie będziemy pytać w dzisiejszym quizie. Przygotuj się na nostalgiczną wycieczkę do czasów, w których na ekranach rządził Arnold Schwarzenegger, Bruce
Najlepsze filmy z lat 90′ – idealne na wieczór. L ata 90. w branży filmowej są niezwykłym okresem. To właśnie wtedy nastąpił jej wyjątkowy rozkwit, dzięki czemu dziś możemy oglądać wiele klasyków, takich jak: Pretty Women, Cztery Wesela i Pogrzeb, czy Kevin Sam w Domu. Te trzy tytuły to raptem namiastka tego, co dało nam
Nie każdą historię da się opowiedzieć w jednym filmie. Mini-seriale to doskonały sposób na pokazanie bardziej złożonych opowieści, na rozwój narracji czy upływu czasu. Często są tak dopracowane, jak filmy pełnometrażowe. Sprawdź, które z mini-seriali na Netflixie są najlepsze – ułożyliśmy je poniżej według ocen z IMDb oraz według daty dodania do katalogu.
Atomic Blonde (2017) Lektor PL. Premium 5.9 /10 Akcja, Thriller. Beztroski weekend nad jeziorem, który miał poprawić relacje ojca z córką, zmienia się w koszmar, kiedy na drodze rodziny staje grupka bezlitosnych kryminalistów. Intruzi zrobią wszystko, aby zdobyć to, na czym im zależy. () Becky (2020) Lektor PL.
1y2Me. „Pościgi, strzelaniny, wojny gangów – to mój chleb codzienny” – BolecPamiętne zdanie postaci granej przez Michała Milowicza w filmie Chłopaki nie płaczą dobrze opisuje realia kina akcji. To czysta rozrywka pełna adrenaliny, dynamiki i rozmachu. Naturalne środowisko umięśnionych twardzieli oraz silnych i niezależnych kobiet. Dzięki temu gatunkowi w świecie filmu zaistniały całe zastępy aktorów, którzy dziś osiągnęli status żywej Stallone, Steven Seagal, Jean-Claude Van Damme, Arnold Schwarzenegger – to tylko najpopularniejsze nazwiska kojarzone z kinem akcji, a jego rozkwit przypada na okres od lat 80. do 90. XX wieku. Na szczęście dla miłośników gatunku i dzisiaj zdarzają się bardzo dobre produkcje, które bawią kolejne pokolenia widzów. Choć kino akcji to bardzo rozległa kategoria i lubi łączyć się z innymi gatunkami, niektóre kombinacje trzeba było wyrugować z listy. Dlatego nie znajdziecie tu ekranizacji komiksów ani rasowego science fiction czy typowego kina nowej przygody – kto wie, może pojawią się w kolejnych plebiscytach?Tymczasem przedstawiamy wyniki głosowania – pięćdziesiąt tytułów uporządkowanych rosnąco według oddanych głosów, których było – uwaga, uwaga – prawie siedem tysięcy! Serdecznie dziękujemy za tak duże zainteresowanie, zapraszamy do udziału w kolejnych plebiscytach. A teraz przejdźmy do akcji! draka w chińskiej dzielnicyBig Trouble in Little China, 1986, reż. John CarpenterJohn Carpenter po paśmie sukcesów w postaci Halloween, Ucieczki z Nowego Jorku, Coś, Mgły i Christine postanowił nieco rozproszyć złowieszczą aurę swojej filmografii i zrealizował dziwaczną, postmodernistyczną komedię, w której kierowca ciężarówki i miłośnik hamburgerów mierzy się na karabiny z pradawnymi chińskimi demonami. Wszystko to rozgrywa się w tytułowym Chinatown. Pomysł wydaje się być szalony, ale sprawdza się znakomicie dzięki lekkości w podejściu do tematu, chemii między Kurtem Russellem a (zjawiskową) Kim Cattrall i bezpretensjonalnej „jeździe po bandzie”. Carpenter to fachowy reżyser, wybitny montażysta i kultowy kompozytor – a Wielka draka stanowi popis jego umiejętności (sam filmu nie montował, ale czuć tu jego rękę) i czyni to z niej znakomity film akcji. Pomimo lekkości i kuriozalności scenariusza, ekranowe wydarzenia prezentowane są tu bardzo wiarygodnie. Carpenter świetnie kontroluje tempo filmu, eskalując drakę ze sceny na scenę, zmierzając do finałowej bitwy, w której puszcza wodze fantazji. Znakomite zdjęcia Deana Cundeya pozwalają chłonąć każdy detal tego zgiełku, muzyka podkręca i tak zawrotne tempo, a montaż trzyma to wszystko w ryzach. Jeśli więc szukacie na wieczór jakiejś akcji – śmiało możecie odpalić Wielką drakę. Zakładam, że nie po raz pierwszy! [Szymon Skowroński] celHard Target, 1993, reż. John WooNieuchwytny cel to jeden z ostatnich udanych filmów w karierze Van Damme’a i znamienity przedstawiciel kina akcji. Wiem, że wiele osób wiesza na nim psy, sugerując, że to obraz przeszarżowany, kreskówkowy, nierealistyczny i niepoważny, i – co za tym idzie – gdzie mu tam do prostoty i energii Kickboxera czy Krwawego sportu. Cóż, rozumiem, że fani tamtych przebojów mogą psioczyć na wiele scen czy rozwiązań z Nieuchwytnego celu. Wiem też, że obraz Woo przyszedł do nas w momencie, kiedy rynek wideo był nasycony; konkurencja była wielka i film nie wbił się w powszechną świadomość aż tak, jak zrobili to jego poprzednicy. Nie mógł tego zrobić także dlatego, że przeskoczenie kultowości wymienionych tytułów to jak robienie szpagatu w Toi Toiu. Cel należy też do ryzykownej kategorii kina ekscentrycznego i odrealnionego. To może powodować dysonans u widza zorientowanego na „strzelaniny bliskie życia”. Uważam jednak, że film Johna Woo jest spójny, przemyślany i diabelnie efektowny. [Tomasz Bot, fragment recenzji] 1964, reż. Guy HamiltonGoldfinger z 1964 roku spełnia wszystkie warunki do tego, aby postrzegać go jako jeden z najlepszych filmów o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości. Po pierwsze, w rolę Jamesa Bonda wciela się Sean Connery, któremu nie tylko najlepiej spośród całej reszty wychodziła ta sztuka, ale także robił to w sposób wierny idei Flemingowskiego Bonda. Jego urok, wdzięk i zaskakująca jak na tamte czasy sprawność fizyczna, doprawione osobliwą charyzmą i szczyptą charakterystycznego cynizmu, tworzą postać najlepiej odzwierciedlającą książkowy odpowiednik. Dziś umiejętnie czerpie z jego stylu Daniel Craig. Po drugie, fabuła wciąga widza od pierwszych minut aż do finałowej potyczki w Fort Knox, udowadniając, że do osiągnięcia tego wyniku nie potrzeba skomplikowanych zabiegów narracyjnych, a jedynie rzetelności i konsekwencji. Po trzecie, Bond ma wyraźnie nakreślonego antagonistę, który dorównuje mu intelektem, a przewyższa przebiegłością. Co ważne, jego szaleństwo nie jest przerysowane jak u wielu czarnych charakterów z bondowskich przygód. Tytułowemu złoczyńcy wtóruje wierny kompan – Oddjob – który razem ze swoim niezbędnym atrybutem (kapelusz) oraz wpisaną w postać groteskowością stanowi idealne uzupełnienie demoniczności swego Pana. Po czwarte, w Goldfingerze po raz pierwszy mamy ciekawie ukazaną dziewczynę Bonda w postaci Pussy Galore, której daleko do pełnienia roli pięknego dodatku, prowadzonego przez film za rękę. Tutaj rola dziewczyny Bonda nie tylko wymagała fizycznej atrakcyjności, ale i kunsztu aktorskiego, pozwalającego wydobyć z siebie charakter, który dysponował siłą porównywalną do postaci Bonda. Po piąte, po raz pierwszy mamy do czynienia z prawdziwym wysypem gadżetów, który później gości już w każdej odsłonie cyklu. [Jakub Piwoński, fragment artykułu] deszczBlack Rain, 1989, reż. Ridley ScottRidley Scott nadał temu filmowi plastykę i głębię przypominającą tę znaną z Łowcy androidów. Oba ta filmy są do siebie podobne pod wieloma względami – szczególnie od strony wizualnej. Japońskie miasto w wizji Scotta jest molochem zdominowanym przez industrialną zabudowę i bloki, na poziomie bruku z kanalizacji wylatują opary. Stolica Japonii jest przeludniona i brudna, zewsząd przelewają się masy ludzi, na drogach panują korki. Miasto jest rozświetlone neonowym światłem. W nocnych klubach właściciele korporacji, ekskluzywne prostytutki, mafiozi, ich żony oraz kochanki bawią się z dala od umierającej Osaki. Rick Deckard bez problemu odnalazłby się w tym świecie. (…) Scott ma dużo do zaoferowania: psychologicznie złożonego głównego bohatera, solidnie rozpisany wątek kryminalny i miejscami fascynującą stronę wizualną. Ogromną satysfakcję sprawia końcowy pojedynek w błocie między Conklinem i Sato. Czuć w nim prawdziwą agresję i fizyczne poświęcenie aktorów. Gdy zaczynają pojawiać się napisy końcowe, wiem, że warto było wytarzać się w tym bagnie. [Maciej Niedźwiedzki, fragment recenzji] ostatniej akcjiLast Action Hero, 1993, reż. John McTiernanRewelacyjnie brzmią wszelkie wystrzały, przede wszystkim z pistoletu Jacka Slatera, którego odgłos wyróżnia się na tle broni przeciwników, podobnie jak ma to miejsce w przypadku Toma Cruise’a w Zakładniku i jego pistoletu, brzmiącego dwa razy donośniej od innych. Przy realizacji Bohatera ostatniej akcji po raz pierwszy w historii wykorzystano nowoczesny system dźwięku SDDS (Sony Dynamic Digital Sound). Od strony technicznej jest zatem kolorowo, wybuchowo, głośno i efektownie – czyli tak, jak na porządne kino akcji przystało. Arnold Schwarzenegger był w czasie realizacji Last Action Hero w swojej najwyższej formie (świeżo po ogólnoświatowym sukcesie T2). [Rafał Donica, fragment recenzji] narodówNational Treasure, 2004, reż. Jon TurtletaubBen całe życie poświęcił szukaniu tego skarbu, lecz gdy wreszcie natrafia na trop, jego współpracownik Ian Howe postanawia, że nie będzie się z Gatesem dzielić fortuną i sam rozpoczyna wyścig po skarby. Jednakże najpierw należy je odnaleźć – a zostały one dobrze i pomysłowo ukryte, tak więc protagoniści będą musieli zmierzyć się z wieloma zagadkami i szyframi, otworzyć umysły na rozwiązania, o których im się nawet nie śniło oraz sprostać wydarzeniom, o których nigdy by nie pomyśleli, że staną się ich udziałem, np. wykradnięcie Deklaracji Niepodległości czy zagłębienie się w znaczenia zaszyfrowane na amerykańskim banknocie jednodolarowym. Skarb narodów to zrobione z przymrużeniem oka kino nowej przygody, nawiązujące do takich klasyków jak seria o Indianie Jonesie. Technicznie i aktorsko to produkt najwyższej klasy, fabularnie jednak – efektowna bzdura, która radośnie czerpie z historii, by stworzyć szkielet potężnej intrygi, obejmującej swoim zasięgiem kilka stuleci. Jeśli ktoś potrafi przymknąć oko na historyczne i fabularne niedorzeczności, wymyślone w celach rozrywkowych, to powinien się na tym filmie świetnie bawić. Jest szybko, jest efektownie, jest zabawnie. Niewymagające kino rozrywkowe XXI wieku made in USA. [Darek Kuźma, fragment analizy] BlondeAtomic Blonde, 2017, reż. David LeitchZe wszech miar stylowe to kino, od pierwszych kadrów wprowadzające widza w czasy końca zimnej wojny, ale nie takiego, jaki znamy z podręczników historii bądź pamięci, lecz przefiltrowanego przez wyjątkowo skromną paletę kolorów za dnia i barwne światła ulicznych neonów w nocy. Film powstał w oparciu o komiks The Coldest City i faktycznie czuć na ekranie chłód rozbitego Berlina, gdzie beznadzieja miejsca i czasów, w których rozgrywa się akcja, wylewa się z ekranu praktycznie nieustannie. W opozycji do tego słyszymy piosenki Davida Bowiego, Queen, New Order oraz niemieckie przeboje z epoki mogące bardziej zagrozić systemowi niż stojące gdzieniegdzie na ulicach punki. Co innego Lorraine, superszpieg z Zachodu, która już niedługo po przylocie do stolicy Niemiec gotowa jest walczyć z całym zastępem wrogich agentów. W oglądaniu ekwilibrystycznych popisów Theron jest autentyczna radość, nie tylko dlatego, że to kobieta daje niezłego łupnia wszystkim napotkanym po drodze facetom, ale również ze względu na doskonałą realizację scen akcji, fachowo nakręconych i zmontowanych. Więcej tu brutalności, a mniej technicznego baletu, jakiego byliśmy ostatnio świadkami przy okazji obu części Johna Wicka. [Krzysztof Walecki, fragment recenzji] Man From 2015, reż. Guy RichieDla wielu Kryptonim będzie koronnym przykładem wyższości formy nad treścią, czyli czegoś, co zarzucano jego reżyserowi od początku kariery. Z drugiej jednak strony całe to przestylizowanie czyni z komedii szpiegowskiej Ritchiego wyjątkowo satysfakcjonujące doznanie. Jest to dziełko ślicznej urody, nawet jeżeli poza podnietami natury estetycznej ma niewiele więcej do zaoferowania. Kontekst historyczny jest ważny tylko po to, aby uświadomić widzom, że Solo i Kuryakin mogliby w każdym momencie obrócić się przeciwko sobie. Scena z nazistowskim oprawcą nieco burzy przyjemną atmosferę, choć puenta jest zabójczo zabawna. Podobnie jak sam casting – Amerykanina gra Brytyjczyk, Rosjanina Amerykanin, Niemkę Szwedka, a Włoszkę Australijka z polskim nazwiskiem. I tylko Anglik Hugh Grant jako tajemniczy Waverly pozostaje przy swojej narodowości. [Krzysztof Walecki, fragment recenzji] 1995, reż. Richard DonnerZignorowani podczas premiery Zabójcy są prawdopodobnie najbardziej niedocenionym dziełem Richarda Donnera, twórcy odpowiedzialnego za serię Zabójcza broń, ale również Omen, Supermana i Goonies. Pojedynek dwóch zawodowych cyngli, starego wygi i młodego wilczka, nie podobał się ani krytykom, ani widzom, którzy zarzucali filmowi toporne tempo, nieciekawą fabułę oraz znużenie w przypadku gry Sylvestra Stallone’a, zaś Antonia Banderasa krytykując za histeryczną błazenadę. Nic bardziej mylnego. Ten thriller akcji ma rzeczywiście ponury nastrój oraz mocno ambiwalentne założenie (skoro obaj bohaterowie są pozbawionymi skrupułów mordercami, czy warto któremukolwiek z nich kibicować?), ale w rękach Donnera zamienia się w pasjonujący spektakl pełen przemocy i napięcia. Scenariusz (jeszcze wtedy) braci Wachowskich oraz Briana Helgelanda co rusz każe postaciom myśleć nad tym, jak przechytrzyć rywala i uniknąć wpadnięcia w jego pułapkę, do samego końca nie dając znaczącej przewagi żadnemu z zabójców. Zdjęcia Vilmosa Zsigmonda odznaczają się charakterem i elegancją, nietypowymi dla tego typu opowieści; nagrodzony Oscarem operator buduje za pomocą obrazu niezwykle męczącą atmosferę. Również udział Julianne Moore jako wybitnej hakerki pozytywnie zaskakuje, nie tylko dlatego, że aktorka świetnie się odnajduje w kinie akcji, ale również tworzy wyjątkowo udany duet ze Sly’em. Przede wszystkim jednak to reżyseria Donnera decyduje o ponadczasowej jakości filmu – takie sceny jak prolog na mokradłach, pierwsze spotkanie bohaterów na cmentarzu, ich rozmowa w taksówce oraz finał, w którym Stallone cierpliwie czeka, aż Banderas popełni błąd, zwyczajnie nie chcą wylecieć z głowy, po pierwszym i po kolejnych seansach. [Krzysztof Walecki] Femme Nikita, 1990, reż. Luc BessonNikita wyróżnia się z tłumu filmów sensacyjnych niezapomnianym klimatem w scenach akcji, co w dużej mierze zawdzięcza dynamicznej i ciekawej pracy kamery. Strzelanina w kuchni to w końcu wprawka Bessona w niecodziennym sposobie filmowania i doborze wymyślnych ujęć, czego pełnię pokaże kilka lat później w Leonie. Po obejrzeniu Nikity w pamięci pozostaje rewelacyjna muzyka Erica Serry, na czele z nerwowym, energicznym motywem przewodnim – gdy Nikita wstaje w restauracji od stołu i idzie wykonać zadanie. Wreszcie Nikita to popisowa rola Anne Parillaud (nagroda Cezara dla najlepszej aktorki), która żywiołowo pokazała przemianę swojej bohaterki. Nikita to także narodziny postaci Victora czyściciela (Jean Reno), która cztery lata później ewoluuje w Leona zawodowca. [Rafał Donica, fragment analizy]
Lata 80. obfitują w szereg kultowych filmów, które przeszły do historii kina | fot.: Kino lat 80. zdecydowanie było czasem, w którym wyprodukowanych zostało wiele filmów wartych uwagi. W dalszym ciągu wraca się do nich z dużą dozą nostalgii, a wrażenia mimo upływu lat są tak samo silne i pozytywne jak wtedy. Był to poniekąd przełomowy okres dla kinematografii i powstał w nim ogrom klasyków, które zapewniają rozrywkę kolejnym pokoleniom. Jeżeli więc zastanawiasz się nad idealnym filmem akcji na piątkowy wieczór to koniecznie zapoznaj się z poniższymi propozycjami! Zabójcza Broń (1987) „Zabójcza Broń” jest jedną z najbardziej popularnych produkcji, która doczekała się dodatkowo trzech kolejnych części oraz serialu. Za reżyserię odpowiada Richard Donner, natomiast w rolach głównych możemy zobaczyć duet słynnych aktorów – Mela Gibsona oraz Danny’ego Glovera, którzy wcielają się w policjantów pracujących przy sprawie śmierci młodej prostytutki. Prowadzone przez nich śledztwo okazuje się mieć drugie dno wskutek czego partnerzy muszą zmierzyć się mafią. Film oraz dialogi w nim zawarte przeszły do historii kina, zwłaszcza zdanie wypowiadane przez Glovera – ,,Jestem na to za stary”. Pewne natomiast jest to, że pozycja ta się nie zestarzeje i nawet za kolejne trzydzieści lat będzie klasykiem wartym uwagi. Szklana Pułapka (1988) Wyreżyserowana przez Johna McTiernana „Szklana Pułapka” to kolejny film, który zyskał miano klasyka. Jego sukces był na tyle duży, że historia policjanta Johna McClane’a, w którego wcielił się Bruce Willis, została rozciągnięta na kolejne cztery części. Widzów urzekła zarówno doskonała obsada aktorska, w której znalazł się utalentowany Alan Rickman, a także rewelacyjne efekty specjalne oraz wciągająca fabuła. Jest to obowiązkowa pozycja dla każdego kinomaniaka lubującego się w filmach akcji i grze aktorskiej Willisa. Gliniarz z Beverly Hills (1984) „Gliniarz z Beverly Hills” jest kolejną wartą uwagi pozycją, która w zgrabny sposób łączy elementy akcji i komedii. Główną rolę tytułowego gliniarza, który stara się rozwiązać zagadkę śmierci przyjaciela, otrzymał Eddie Murphy. Produkcja okazała się ogromnym sukcesem co zaowocowało nominacją do Oscara i rozbudowaniem historii na następne dwie części. Widzów zauroczyła ekscytująca fabuła oraz humor. Jest to doskonała propozycja dla tych osób, które poza wartką akcją poszukują w filmie momentów wywołujących uśmiech na twarzy, a te zapewnia genialny i utalentowany Murphy. Podsumowując… Lata 80. obfitują w szereg kultowych filmów, które przeszły do historii kina. Mimo upływu lat wciąż zapewniają niezapomniane przeżycia i sprawiają, że widz może poczuć magię i klimat tych produkcji. Z pewnością w porównaniu do współczesnych tworów różnią się pod względem efektów specjalnych i wizualnych doznań, niemniej to właśnie to stanowi o ich wyjątkowości. Filmy te w pewien sposób nie tylko były inspiracją dla kolejnych reżyserów, ale również utarły ścieżkę temu gatunkowi filmowemu. Powyższe pozycje są więc podstawą dla każdej osoby, która gustuje w filmach akcji. AFA
"Rambo: Pierwsza krew" Zaczynamy, rzecz jasna, od "Rambo". Pierwsza część filmowej serii, która dotychczas doczekała się czterech odsłon, na kinowe ekrany trafiła w 1982 roku i okazała się ogromnym kasowym sukcesem. Przy budżecie wynoszącym około 15 milionów dolarów, "Pierwsza krew" przyniosła przychód w wysokości przeszło 125 milionów, i to z samych tylko biletów. Główny bohater filmu, grany przez Sylvestra Stallone'a John Rambo, to uczestnik wojny w Wietnamie, były żołnierz jednostek specjalnych wojsk lądowych USA. Podróżując po kraju i poszukując dawnych kolegów z armii. Jako weteran często doświadcza szykan i pogardy ze strony obywateli. Dochodzi wręcz do tego, że szeryf jednego z miasteczek, które znalazło się na szlaku Johna, nakazuje mu jego natychmiastowe opuszczenie. Rambo odmawia, przez co trafia do więzienia, gdzie miejscowi policjanci postanawiają dać mu nauczkę. Ex-komandosowi udaje się jednak uciec i rzucić wyzwanie całej policji i Gwardii Narodowej stanu Oregon. Ze zwierzyny szybko staje się myśliwym. "Terminator" Myślisz Arnold Schwarzenegger, mówisz "Terminator". Kultowy obraz w reżyserii Jamesa Camerona na dobrą sprawę zapoczątkował wielką karierę obu tych postaci, na długie lata wynosząc je na piedestał. Rewelacyjne - na owe czasy - efekty specjalne, znakomity scenariusz i świetna rola Schwarzeneggera uczyniły z tego filmu klasyk nie tylko kina akcji, ale też gatunku science-fiction. Wyniszczona wojną nuklearną Ziemia jest tu świadkiem ostatecznego konfliktu, pomiędzy ludźmi i maszynami. W szeregach tych pierwszych rodzi się zarzewie buntu przeciw robotom, który może przyczynić się do ich zwycięstwa. Maszyny wysyłają w przeszłość niezniszczalnego terminatora, który ma zadanie zabić Sarę Connor, matkę przywódcy rewolucji. W ślad za nim, z zamiarem ocalenia kobiety, rusza Kyle Reese. "Szklana pułapka" Klasyczny przedstawiciel kina akcji, które w latach 80. było produkowane masowo. Od większości podobnych, mniej udanych, produkcji, wyróżnia go brawura, z jaką został zrealizowany. Błyskotliwy montaż, genialna rola Bruce'a Willisa, rewelacyjnie napisane one-linery, świetna kreacja głównego przeciwnika i pomysłowa, choć przecież prosta - policjant John McLane musi powstrzymać terrorystów, którzy opanowali korporacyjny wieżowiec - fabuła przełożyły się na kolosalny sukces "Szklanej pułapki". "Zabójcza broń" Martin Riggs i Roger Murtaugh, dwójka policjantów o kompletnie odmiennych charakterach i doświadczeniach, zostają partnerami. Ich pierwszym wspólnym zadaniem jest zbadanie sprawy podejrzanego samobójstwa, przez którą szybko wplątują się w mafijne porachunki. Mel Gibson i Danny Glover tworzą w "Zabójczej broni" absolutnie mistrzowski duet - kto wie, czy nie najlepszy w historii filmów akcji. Sporo umiejętnie umiejętnie wplecionego humoru, charyzma głównych bohaterów, a do tego dynamiczna fabuła to tylko kilka elementów tego dzieła, dzięki których nawet dziś nie trąci ono myszką, a współcześni filmowcy wciąż mogą (i powinni!) się na nim wzorować. "Top Gun" Gdyby nie "Top Gun", Tom Cruise być może nigdy nie zostałby gwiazdą światowego formatu. Choć dziś jest on bardziej kojarzony z rolą Ethana Hunta z późniejszego o dziesięć lat "Mission: Impossible", to właśnie kreacja asa przestworzy Mavericka z "Top Gun" stała się jego trampoliną do sławy. Zaś sam film, mocno różniący się od większości zamieszczonych tu pozycji, cały czas jest jedną z najwspanialszych historii o męskiej przyjaźni. "Gliniarz z Beverly Hills" "Gliniarz z Beverly Hills" to wybuchowa mieszanka scen akcji i komediowych. Wątki humorystyczne dziś mogą wydawać się nieco slapstickowe, ale w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych bawiły chyba wszystkich. Świetny Eddie Murphy jako Axel Foley daje z siebie wszystko, dzięki czemu nie zwracamy uwagi na dość banalną fabułę. "Zaginiony w akcji" Od "Zaginionego w akcji" na dobre rozpędu nabrała z kolei kariera Chucka Norrisa, dziś znanego między innymi z tego, że potrafi trzasnąć drzwiami obrotowymi i doliczyć do nieskończoności. Nim Norris został Strażnikiem Teksasu i zaczął szczodrze częstować liczne zastępy bandziorów kopem z półobrotu, w 1984 roku wcielił się w postać pułkownik Jamesa Braddocka, który postanawia w pojedynkę odbić amerykańskich więźniów wojennych przetrzymywanych w Wietnamie. Prócz determinacji ma do dyspozycji też pokaźny arsenał, co przekłada się na fantastyczną, efektowną rozwałkę. "RoboCop" Fantastyczne, momentami wręcz nowatorskie kino, opakowane w niesamowicie efektowną formę. Policjant Alex Murphy ginie na służbie, jednak dzięki eksperymentalnemu programowi pewnej korporacji, zostaje przywrócony do życia jako pół-człowiek, pół maszyna - RoboCop. Jako cybernetyczny glina musi powstrzymać ogromną falę przestępstw i przemocy, która zalała Detroit. Genialne efekty specjalne i świetny scenariusz sprawiają, że zawsze chętnie wracam do tego filmu. "Ucieczka z Nowego Jorku" Kurt Russel jako Snake Plissken i John Carpenter za kamerą. To nie mogło się nie udać. "Ucieczka z Nowego Jorku" jest wyśmienicie napisana, nieźle zagrana i napakowana akcją. Plissken, ex-komandos, obecnie skazaniec, musi przedostać się na wyspę Manhattan, która została zamieniona w gigantyczne więzienie, by ocalić prezydenta USA - samolot, którym podróżował rozbił się na tym terenie. Jeśli Snake'owi się to uda, zostanie uniewinniony. "Komando" Okej, to chyba najbardziej kontrowersyjny tytuł na tej liście. O ile nie ma możliwości, żeby którykolwiek z powyższych filmów nie znalazł się w tego typu zestawieniu, o tyle "Komando" z Arnoldem Schwarzeneggerem z powodzeniem dałoby się zastąpić wieloma innymi pozycjami. Nie da się ukryć, że na tle pozostałych, wymienionych tu dzieł z lat 80., ta produkcja ma zdecydowanie mniej atutów, którymi mogłaby się pochwalić. Niemniej jednak darzę ten obraz, w którym jednoosobowa armia w postaci Johna Matrixa rozprawia się z nieprzeliczalnymi tabunami wrogów, ogromnym sentymentem i uważam, że zasługuje na miejsce w tym panteonie klasyków.
filmy akcji lat 80